Jak zacząć naukę gry na gitarze?

Wymarzona solówka, wycie rozentuzjazmowanego tłumu, dźwięki przenikające najgłębsze miejsca duszy… i wyobrażenia o tym, że te struny, tam na scenie, szarpię właśnie ja i to ja oczarowuję publiczność magią instrumentu. Każdy miał swój początek. Moment, w którym dźwięk gitary odcisnął gdzieś w środku taki ślad, że w głowie pojawiła się delikatna, płochliwa myśl: „A może i ja spróbuję?”.

Chyba nie ma na świecie człowieka, który chociaż raz nie zachwycił się brzmieniem tego wyjątkowego instrumentu. Niektórzy poszli krok dalej i zaczęli o nim marzyć, a część z nich posunęła się jeszcze bardziej do przodu i odważyła się te marzenia spełniać. Jak się za to zabrać? Co zrobić, by nauka gry na gitarze nie stała się męczarnią, lecz dawała radość i satysfakcję? Co się powinno wiedzieć, żeby w ogóle zacząć?

Gdybym miał gitarę…

Pierwsze pytanie, które musi zadać sobie każdy początkujący gitarzysta, brzmi: „Jaką gitarę wybrać? Akustyczną czy klasyczną? A może elektryk?”. Pamiętam, jak sam wiele lat temu musiałem stanąć przed tym wyborem – i nie był on wcale prosty. Czytałem w internecie bardzo wiele porad i opinii na ten temat, ale nie przybliżyły mnie one do podjęcia decyzji ani o milimetr. Prawda jest taka, że wybór gitary to kwestia bardzo indywidualna i moim zdaniem warto kierować się przede wszystkim własnymi odczuciami i intuicją. Mimo to wyodrębnię kilka ogólnych rad dotyczących wyboru pierwszego instrumentu:

  1. Z racji tego, że gitara elektryczna generuje dosyć sporo kosztów (oprócz instrumentu musimy zakupić przynajmniej kabel i wzmacniacz, a być może przydałyby się też jakieś efekty), z reguły na początek poleca się gitarę klasyczną lub akustyczną. Jednak jeśli ktoś bardzo pragnie grać na elektryku, nie ma tak naprawdę przeciwwskazań, by swoją przygodę z muzyką zaczął od tego rodzaju gitary.
  2.  Jeśli nasze myśli wędrują ku gitarze akustycznej bądź klasycznej, warto przypomnieć podstawowe różnice między nimi. Gitara klasyczna (hiszpańska) ma szerszy i krótszy gryf oraz miękkie, nylonowe struny, przez co jej brzmienie jest delikatne i ciepłe. Z kolei akustyk z racji posiadania metalowych strun oferuje zupełnie inny dźwięk – metaliczny, ostrzejszy, mocniejszy. Ta gitara na pewno polubi atakowanie kostką i rockowe zapędy zdecydowanie bardziej niż klasyczna.
  3. W mojej ocenie ze wszystkich rodzajów gitar najbardziej uniwersalnym instrumentem jest gitara akustyczna – i właśnie z tego powodu polecam ją każdej osobie, która nie wie, co wybrać. Akustyk da się pogodzić praktycznie z każdym gatunkiem muzycznym. Dobrze brzmi, gdy gramy palcami melodyjne utwory i gdy prowadzimy podkład, szarpiąc struny kostką. Da się za pomocą tej gitary uzyskać ostrzejsze rockowe brzmienie, a potrafi też ona romantycznie zaśpiewać.  Ja zacząłem od akustyka i nie żałuję. Jednak pamiętaj, że to Twoje odczucia są w tym wypadku najważniejsze. I choć wybór gitary jest bardzo istotny, to nie jest decydujący – uważam, że jak masz złapać gitarowego bakcyla, to złapiesz go niezależnie od instrumentu, na którym przyjdzie Ci grać.

Żył z muzyki, umarł z głodu

Ile kosztuje taka przyjemność? Na szczęście niedużo – w dzisiejszych czasach rynek oferuje bardzo bogaty wybór instrumentów, także dla początkujących, a sklepy ostro biją się o klienta. Podstawowy instrument, który całkiem nieźle sprawdzi się w pierwszych miesiącach nauki, dostaniemy już za około 400 zł. Co prawda będzie miał jakieś mankamenty i jego jakość z pewnością nie zachwyci, ale na początek w zupełności wystarczy. Natomiast jeśli mamy większe ambicje i już wiemy, że gitara „to jest to”, za 700 zł możemy dostać coś naprawdę fajnego, co będzie nam służyć przez lata: z wygodnym gryfem i dobrym brzmieniem. Do tego warto dorzucić jakiś pokrowiec – w przypadku lepszego instrumentu dobrze jest zainwestować w porządny wyrób. Jego cena to około 80 zł – taki pokrowiec zawiera specjalną gąbkę/piankę, która chroni przed obiciami czy wilgocią. Najtańsze pokrowce do budżetowej gitary dostaniemy już za 20 zł. Dodatkowo można rozważyć stroik, chociaż w dobie smartfonów taki zakup moim zdaniem nie ma większego sensu – aplikacje ze stroikami działają naprawdę przyzwoicie. Ponadto przydać się może parę kostek i… witaj, przygodo!

Jeśli chodzi o eksploatację, to pamiętajmy, że gitara to przede wszystkim drewno, mniej lub bardziej delikatne. Nie trzymamy instrumentu przy kaloryferze, żeby nie doprowadzić do jego wysuszenia, nie narażamy go na niepotrzebny kontakt z wilgocią czy gwałtowne zmiany temperatury (choć kochamy ogniska z gitarą, to gitara raczej nie kocha ognisk). Tak naprawdę instrument ma się najlepiej, gdy w czasie spoczynku leży sobie w dobrej jakości pokrowcu z dala od potencjalnych źródeł ciepła i zimna. Nigdy nie wiadomo, jak wiele lat gitara będzie użytkowana, dlatego warto o nią dbać, by mogła służyć nam jak najdłużej.

A może się nie nadaję?

Z całą pewnością są osoby, które nawet nie podejmują próby nauki, gdyż z góry zakładają, że się nie nadają, nie mają zdolności muzycznych itp. Uwaga, nadstaw dobrze ucho: nadajesz się. Mówię to z pełną odpowiedzialnością człowieka, który przez wiele lat prowadzenia zajęć uczył dziesiątki osób. Talent jest ważny, to oczywiste. Jedni są utalentowani bardziej i osiągają lepsze wyniki, inni mniej. Jednak nie tylko w muzyce, ale w wielu dziedzinach życia jest tak, że jak ktoś naprawdę pragnie się czegoś nauczyć, to natura wyposażyła go we wszelkie zdolności i predyspozycje, aby mógł tego dokonać (uwaga: nie dotyczy wokalistów). Z doświadczenia wiem, że jakieś 90% ludzi, zwykłych Kowalskich, ma wystarczające zdolności muzyczne (poczucie rytmu, słuch), aby osiągać bardzo przyzwoite wyniki w grze na instrumentach. Pozostałe 10% to wyjątki, czyli ludzie obdarzeni albo szczególnym talentem, albo tacy, którym słoń nadepnął na ucho. Ale nawet ci ostatni mogą nauczyć się grać na gitarze. Efekty nie będą może wirtuozerskie, ale na jakiś poziom takie osoby też są w stanie wejść. Kosztuje to nieraz dużo pracy, ale wierzę w to, że tak naprawdę każdy z nas jest wyuczalny. To kwestia wytrwałości i czasu, jaki trzeba na to poświęcić. Jeśli ktoś naprawdę chce, to może się nauczyć i po prostu to zrobi.

It’s showtime!

A więc stało się. Mamy instrument (pożyczony czy kupiony – nieważne, grunt, że mamy, na czym grać) i czas zmierzyć się z realiami: bolącymi palcami, chwytami barré oraz masą innych bolączek i barier, które przyjdzie nam pokonać w czasie naszej muzycznej przygody. A problemów będzie sporo, pytań także – parę istotnych kwestii postaram się poruszyć.

Nauka: z nauczycielem czy bez?

Z nauczycielem. Przynajmniej na początku, choć później też warto. I nikt mnie nie przekona, że powinno być inaczej. Tak, wiem, że Jimmy Hendrix był samoukiem, tak jak wielu innych wirtuozów, ale… no właśnie. W graniu na instrumencie istnieją pewne absolutnie fundamentalne rzeczy, które początkującemu powinien pokazać i wdrożyć ktoś, kto się na tym po prostu zna. Prawda jest oczywiście taka, że w dzisiejszych czasach materiałów do nauki w internecie jest mnóstwo i można uczyć się grać samemu oraz osiągać bardzo dobre rezultaty. Ale na początku nie jesteśmy w stanie ocenić, czy materiały, z jakich korzystamy, są dobre, czy nie prowadzą nas na manowce. Nie wiemy, na ile to, co wykonujemy, jest poprawne i czy nie pomijamy w naszych ćwiczeniach czegoś ważnego. Przykładowo dla mnie jako nauczyciela w Gitarowelove jedną z najważniejszych rzeczy jest odpowiednie ustawienie uczniowi ręki, by poprawnie dociskał struny na gryfie – jest to w końcu baza, na której będzie on w przyszłości budował każdy utwór. I prawdę mówiąc, nigdy nie widziałem samouka, który sam sobie ustawił poprawnie rękę. Takie przykłady można mnożyć. Ja przez wiele lat uczyłem się grać sam, ale miałem też długie okresy pracy z nauczycielem. I z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że czas spędzony pod okiem dobrego nauczyciela był dużo bardziej rozwijający niż samodzielna nauka. Mówię to z własnego doświadczenia, co oczywiście nie zmienia faktu, że samemu również można zajść naprawdę daleko.

Ile muszę ćwiczyć, żeby coś zagrać?

Długo. Cóż, prawda jest taka, że dobre efekty wymagają porządnych ćwiczeń – warto sobie wpoić tę zasadę. Na pewno nie nauczymy się wyczyniać cudów w parę dni czy nawet tygodni. W graniu na instrumencie zdecydowanie polecam podejście długofalowe, które przedkłada cierpliwość i systematyczną pracę nad zdobywanie góry za jednym podejściem i bylejakość. Tutaj każdy osiąga postępy w swoim czasie i swoim tempie, ale myślę, że proste, ale przyjemne dla ucha utwory powinniśmy przyzwoicie zagrać już po paru tygodniach nauki (w Gitarowelove możemy Ci podpowiedzieć, jak to zrobić).

Złote rady dla laika, lecz nie tylko…

Zaprezentuję teraz trzy rady dla początkujących, chociaż myślę, że odświeżenie tych zasad przydałoby się także niektórym starym wygom:

  1. Ćwiczymy, grając POWOLI. Tak naprawdę im wolniej, tym lepiej. Podstawowym kryterium oceny jest dokładność, z jaką gramy dźwięki, i to, jaką mamy barwę, a nie szybkość. Jeśli ktoś gra szybko, ale niedokładnie, to tylko dla totalnych laików wygląda to efektownie. Nikt, kto zna się na muzyce, nie będzie Cię cenił za niechlujstwo. Dobry gitarzysta weźmie wiosło i zagra parę prostych dźwięków, ale zrobi to w taki sposób, że ktoś, kto go słucha, powie: wow. Zapamiętaj to: barwa, jaką wyciskasz z instrumentu, jest najważniejsza, i to ona robi wrażenie na słuchaczach.\
  2. Granie dla siebie w czterech ścianach, a przed kimś to zupełnie dwie różne rzeczy. Stres jest naturalny i obniża nasze umiejętności czasem o kilkadziesiąt procent – nie myśl, że tylko Ty masz z tym problem. Każdy mniej lub bardziej boryka się z nerwami i trzeba niestety nauczyć się z tym żyć. Nie ma na to złotego środka, ale fakty są takie, że jak ktoś umie dobrze ćwiczyć, to podczas występu sobie poradzi. Dlatego warto przyłożyć się do realizowania punktu pierwszego.
  3. Systematyka. Lepsze efekty osiągniesz, grając przez trzy dni po godzinę niż w jeden dzień przez trzy godziny. Niestety nie jest to takie proste. Wiadomo: szkoła, praca, życie, obowiązki itp. Ale jak ktoś nie zechce poświęcić czegoś dla gitary, to gitara nie będzie mogła dać czegoś w zamian. Tak po prostu jest: jeśli poświęcisz swój czas (prawdziwy czas, a nie jakieś ochłapy i resztki na koniec dnia) i rezygnujesz z czegoś, by ćwiczyć z pasją i zaangażowaniem, instrument odwdzięczy Ci się i będzie pięknie śpiewać w Twych rękach. Praca po prostu przyniesie efekty.

Można by tak pisać i pisać, ale na dzisiaj starczy. Jeśli dotarłeś do tego miejsca, dziękuję za wytrwałość i życzę Ci powodzenia, radości z grania i przede wszystkim rozwoju. Powodzenia!

Robert Wąsik

Nauczyciel z portalu Gitarowelove.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *