Wywiad: Jarosław „Jaro” Baran

Szybko wpadający w ucho singiel to klucz do komercyjnego sukcesu artysty. Niewielu jest na polskiej scenie muzycznej producentów gwarantujących jego najwyższą jakość. Zalicza się do nich Jarosław „Jaro” Baran, który stoi za sukcesem takich artystów jak Donatan, Cleo czy Ewelina Lisowska, a na stałe związany jest ze studiem Gorycki & Sznyterman. O jego muzycznej drodze, domowym studio i metodyce pracy przeczytacie w rozmowie z Piotrem Kardasem.

Od czego zaczęła się twoja przygoda z muzyką?

Chyba od tego, że zawsze w domu były gitara akustyczna, harmonijka i instrumenty klawiszowe. Rodzice wysłali mnie na lekcje fortepianu jak tylko zacząłem chodzić do podstawówki. Potem grałem w różnych zespołach muzycznych na gitarze elektrycznej, basowej, perkusji, instrumentach klawiszowych. Zawsze próbowałem na ile było to możliwe używać komputera do tworzenia i rejestracji. Niestety w latach 90. nie było to takie łatwe.

Pamiętasz swój pierwszy sprzęt do rejestracji?

Był to PC 386 z kartą typu Sound Blaster – chyba nawet nagrałem na tym jakąś płytę [śmiech]. Ale zanim jeszcze mogłem coś zarejestrować, używałem komputera jako sekwencera. Zdaje się, że był to Atari 65 XE z polskim programem typu tracker (nazwy niestety nie pamiętam) – trzy kanały audio, brzmienia syntezowane na 8 bitach. Bardzo mile wspominam te czasy wczesnej podstawówki. Udało mi się wpisać tam motyw z filmu „Gliniarz z Beverly Hills” i zaprogramować do tego własne brzmienia. To musiało być jakieś 30 lat temu.

Kiedy przyszedł moment w którym poczułeś, że chcesz być producentem muzycznym?

Zorientowałem się, jak już zacząłem nim być. Po drodze miałem jeszcze zespół, w którym grałem ale wolałem zawsze część studyjną naszej działalności. Koncerty i występy nie są dla mnie. Ja potrzebuję koncentracji, analizy, czasu do tego żebym był efektywny. Praca w studio opiera się na tym. Taki mam charakter. Jedni chcą wszystko szybko i tak też działają – to również jest potrzebne i tacy ludzie pchają wszystko do przodu. Ja jestem po to, żeby w tym szaleństwie pozostało trochę kontroli nad sytuacją.

Wspomniałeś o swoim zespole, czyli Delight, z którym nagrałeś kilka albumów. Czy to właśnie te doświadczenia pozwoliły ci zdobyć niezbędną wiedzę na temat pracy w studio?

Na pewno, zwłaszcza to że naszą ostatnią płytę nagraliśmy w Kanadzie więc miałem szansę popracować z ludźmi spoza naszego kraju. Potem te znajomości owocowały zleceniami dla mnie – głównie na edycję cyfrową. Jednak wydaje mi się, że większy wpływ miała praca dla innych wykonawców niż dla własnego projektu. Wychodzi się wtedy poza własne wyobrażenie tego co i jak ma brzmieć, zaskakuje to jak inni ludzie patrzą na muzykę, jak chcą grać i brzmieć, co mają artystycznie do powiedzenia.

W czasie istnienia Delight, czyli w latach 1997-2007 zlecenia realizowałeś we własnym studio?

Wtedy akurat zaczynałem pracować dla studia Gorycki & Sznyterman i już większość swoich projektów przeniosłem właśnie tam i do dzisiaj w tym studio działam. Do nagrań w Kanadzie preprodukcję też przygotowaliśmy w G&S ale wcześniej nagrywałem w mieszkaniu moich rodziców – mówię tutaj o okresie do roku 2004. Jak już wcześniej wspomniałem – nie było to tak łatwe jak dzisiaj, a już na pewno nie miało poparcia w profesjonalnych środowiskach jak ma to miejsce teraz. Wtyczki były słabe, dostęp do instrumentów czy sampli był ograniczony i trzeba było się napocić żeby zdobyć nawet średniej jakości brzmienia i z reguły sporo zapłacić co dla mnie wtedy było niełatwe – nie mówiąc już o dostępie do informacji na temat pracy w studio. Dzisiaj odpala się You Tube, wpisuje zagadnienie i lepsze lub gorsze materiały pojawiają się ot tak. Do nagrania większości śladów trzeba było użyć zewnętrznych instrumentów, to samo z efektami bo wtyczki nie miały jeszcze takiej jakości jak dzisiaj, a instrumenty VST były tylko podstawowe i tak jak cała reszta średnie brzmieniowo. Nie było symulacji kultowych preampów, kompresorów, equalizerów, wzmacniaczy itp.

Trzeba było sobie radzić samemu.

Dokładnie. Radziłem sobie po prostu na tym co wtedy miałem i na co mogłem sobie pozwolić ale do nauki to wystarczy – może nawet lepiej jak nie ma się wszystkiego bo trzeba trochę pokombinować, stworzyć jakieś rozwiązania nietypowe. To rozwija wyobraźnię i umiejętność radzenia sobie w nieidealnych sytuacjach. Oczywiście jest to moja osobista perspektywa – czyli kogoś kto nie miał możliwości zaglądania do profesjonalnego studia nagrań, nie miałem też nikogo znajomego, kto mógłby przybliżyć mi na czym to wszystko polega ale bardzo chciałem nagrywać i byłem ciekawy jak oni to robią. Podszedłem do tego na zasadzie „skoro robią to ludzie, to jakiś sposób musi być – ciekawe co ja sam mogę zrobić”. Fascynowało mnie to, że mógłbym zarejestrować sam cały aranż – sam nagrać po kolei wszystkie ślady i złożyć samemu coś do czego normalnie potrzebni są muzycy, których nie miałem, kiedy w roku 1995 zaczynałem brzdąkać sobie na gitarze elektrycznej, bawić się samplami i podstawami syntezy. Być może to był mój pierwszy przebłysk producencki ale nie zdawałem sobie z tego sprawy.

Przez lata byłeś kojarzony z cięższymi brzmieniami. Jak to się stało, że zacząłeś produkować popowe piosenki?

Tak ale ja zawsze lubiłem nowości. Tak samo w ciężkich brzmieniach zawsze podobały mi się rzeczy świeże, wyprodukowane na wysokim poziomie. Przykładowo Korn czy Rammstein czyli zespoły rozpoznawalne już po odsłuchaniu kilku taktów ze względu na to jakie elementy aranżu, doboru brzmień, generalnie produkcji dominowały w ich utworach. Jest to pewna cecha „popowości” nawet w niszowym gatunku muzycznym. W studio pracowałem z różnymi artystami i z reguły każdy z nich marzy o tym, żeby ludzie go uwielbiali choć nie każdy się do tego potrafi otwarcie przyznać. Jeżeli twórczość ma się przedostać na wyższy poziom popularności to okazuje się, że na pewnym etapie można myśleć o konstrukcji utworu na zasadach opartych na rachunku prawdopodobieństwa czyli jakie elementy większa ilość ludzi postrzega jako te, które zwiększają ich zainteresowaniem danym utworem – świadomie czy też podświadomie. To mnie zawsze interesowało i naturalną drogą jest tutaj nurt popowy. Jeżeli coś alternatywnego staje się z jakiegoś powodu bardzo często grane w radio czy innym rozpowszechnionym medium, wszyscy to kojarzą to staje się to popem – może to być pop w jakimś stylu np. stylu rockowym, country, funk ale to jest już pop. Dla mnie takim momentem przełomowym były projekty Kreuzberg i „Równonoc” Donatana. Oba przełamały jakieś granice popularności dla elementów, które standardowo z popem nie są kojarzone: Kreuzberg to ciężkie brzmienie z wokalem typu grunge ale z melodyką i harmonią popową, natomiast „Równonoc” to elementy folku i hip hopu. Potem ludzie zaczęli do mnie przychodzić już z bardziej oczywistym wymaganiem – że chcą ode mnie piosenkę do radia. Niestety nie jest to takie łatwe i częściej nie wychodzi niż się udaje ale to jest dla mnie impuls żeby popem zajmować się na pełny etat.

Wspomniałeś o Donatanie –  jak do ciebie trafił?

Korzystał z naszego studia przy swoich wcześniejszych produkcjach nurtu hip hop. Głównie chodziło o rejestrację wokali i instrumentów akustycznych. Po sukcesie Równonocy nasze studio stało się „główną kwaterą dowodzenia” jeśli chodzi o nagrania Cleo i inne projekty Donatana. Mamy wypracowany pewien system pracy i podział obowiązków przy naszych produkcjach.

Możesz nieco zdradzić jak od kuchni wygląda wasza współpraca?

Za wiele nie mogę ale generalnie jestem odpowiedzialny za realizację nagrania wokali, dodatkowych instrumentow (jeśli są w danym utworze), napisanie harmonii wokalnych, edycję cyfrową, miks i mastering. Zazwyczaj też rozwijam aranż Donatana, dodaję efekty, przejścia, czasem coś dogrywam – może być to dodatkowa sekcja utworu albo jakiś pojedynczy instrument. Jednak dopiero po nagraniu wokalu wiemy, czy jest sens bawić się w takie detale, czy utwór jest obiecujący i czy warto go skończyć. Oczywiście wszystko jest dokładnie kontrolowane przez Donatana i z reguły finalizujemy miksy razem. Dzięki temu mamy pewność, że obu nam się podoba to, co zrobiliśmy.

Po sukcesie piosenki My Słowianie Donatana i Celo przybyło ci wiele zleceń, m.in. od Eweliny Lisowej, Natalii Szroeder czy Edyty Górniak. Czy zwykle świadczysz usługi kompleksowo – począwszy od rejestracji, przez edycję i aranż, a skończywszy na miksie i masteringu?

To zależy od tego czego dany artysta w danym momencie wymaga. Jeden potrzebuje napisania piosenki od zera, wymyślenia i wyprodukowania bitu (czyli podkładu muzycznego), nagrania wokali, edycji, miksu i masteringu. Czasami wykonuję jedynie miks, a jeszcze innym razem ktoś może potrzebować tylko zarejestrować wokal i przesłać materiał dalej. Scenariuszy jest bardzo dużo i w zasadzie każdy z nich przerobiłem. Najczęściej dostaję od artysty czy songwritera szkic linii wokalnej z prostym podkładem, który wyrzucam i do samej linii wokalnej wymyślam cały podkład muzyczny od zera, potem nagrywamy wokale, edytuję je, miksuję i masteruję utwór. Generalnie uważam siebie głównie za producenta muzycznego i takie zadania najbardziej mnie interesują. Nie jestem jednak w stanie przyjąć każdego zlecenia – muszę czuć, że coś w tym jest, jakiś potencjał i coś ciekawego. Zdarza mi się odmawiać głównie jeśli nie mam wolnych terminów albo kiedy nie jestem przekonany co do utworu.

Z jakich narzędzi i instrumentów korzystasz na co dzień w pracy? Masz ulubione?

Podejrzewam, że z tego co wszyscy. Nie mam niczego co mogłoby uchodzić za jakiś unikatowy syntezator czy efekt. Ważniejsze chyba jest żeby ostrożnie dobierać brzmienia instrumentów od samego początku pracy nad bitem czy też w czasie nagrania upewnić się że zbieramy sygnał źródła najlepiej jak się da.

A czego używasz najczęściej? Pracujesz głównie na pluginach czy też na analogowych urządzeniach?

Dawniej kiedy pluginy nie były jeszcze tak dobre, a komputery były słabsze używałem zewnętrznych urządzeń typu LA2A, 1176, Avalon Channel Strip 737sp czy Manley Massive/Passive plus parę innych ale w pewnym momencie zacząłem korzystać tylko pluginów i teraz w zasadzie trzymam się tego. Mam prawie wszystkie pluginy UAD, sporo Waves, Slate Digital, PSP i tonę innych. W ten sposób praca przebiega sprawniej bo żeby np. sprawdzić który korektor w danym momencie brzmi najlepiej po prostu przełączam się między załadowanymi pluginami bądź też presetami w obrębie jednej wtyczki. Jest to szybsze niż krosowanie po kolei rożnych urządzeń, nie mówiąc już o przełączaniu się między projektami gdzie z kartki trzeba ręcznie odtwarzać ustawienia. Tym bardziej, że ja prowadzę jednocześnie kilka różnych projektów muzycznych i co chwile się między nimi przełączam. Na tapecie jest kilkanaście utworów, które wymagają ciągłych zmian, poprawek. W dodatku działam zarówno w mojej domowej reżyserce producenckiej, jak i w studio gdzie mam dokładnie tak samo skonfigurowany komputer, zainstalowane takie samo oprogramowanie, w tych samych wersjach. Dzięki temu mogę sprawnie przenosić sesje z jednego pomieszczenia do drugiego. Jeśli jedno z nich eksponuje jakieś niedoskonałości w miksie to od razu mogę to skorygować otwierając projekt. Nie da się w takim samym budżecie zbudować dwóch studiów nagrań z takim samym setem urządzeń analogowych. Lubię brzmienie analogu ale ten workflow nie jest dla mnie. Jestem nieefektywny w takim środowisku i nie chcę w ten sposób pracować.

Podobnie wygląda to z instrumentami?

Tak, to samo tyczy się instrumentów – jeśli mam w wersji softowej coś co dobrze brzmi to wolę użyć tego niż kombinować z zewnętrznymi urządzeniami. Mam tego całą masę – pakiet Native Instruments, Omnisphere, Spire, Sylenth, Nexus, Avenger i sporo innych. Nie ma tutaj niczego wyjątkowego. Wyjątkowe są nasze wybory i decyzje. O to chodzi w tej pracy. Poza tym bardzo lubię korzystać z portalu Splice jeśli chodzi o szukanie sampli i loopów.

Inżynierowie miksu dużą wagę przywiązują do odsłuchu i jakości przetwornika D/A. Jak wygląda u ciebie tor monitorowy i czy dla ciebie jest on również ważny?

To jest podstawa jeśli mamy podejmować świadome decyzje. Nie tyle przetworniki i monitory co akustyka pomieszczenia. Nawet najlepszy monitor w złym pomieszczeniu nie pomoże. Nasza firma Gorycki & Sznyterman zajmuje się takimi projektami. W zeszłym roku zaprojektowali i wykonali moje domowe pomieszczenie z którego jestem bardzo zadowolony i teraz wszystkie produkcje oraz miksy finalizuję tutaj. Utwory, które w ostatnim czasie można było usłyszeć w radiu, takie jak Bumerang Ewy Farnej, Andromeda Edyty Górniak czy Łowcy gwiazd Cleo, miksowane były przeze mnie w moim pomieszczeniu.

Jak wyposażone jest twoje domowe studio?

Jeśli chodzi o przetworniki, to spodobały mi się urządzenia Universal Audio. Mam je zarówno w domowej reżyserce jak i w studio Gorycki & Sznyterman. Moje ulubione monitory to Mackie HR824 w starej „kanciastej” wersji. Dla mnie to najlepsza referencja. Dodatkowo mam parę Behriton’ów jako odsłuch „parszywy” plus zawsze słucham na słuchawkach konsumenckich z telefonu. W studio mam tez parę Sveda Dapo ale nie do końca ufam tym monitorom – wszystko na nich brzmi ładnie i często nie mogę zidentyfikować problemu w miksie pomimo ich szczegółowości. Drugą parą w studio są Yamahy NS-10 no i oczywiście para Mackie HR824. Jestem ciekawy Genelec 8051 i chciałbym je przetestować u mnie ale niestety nie mogłem się o to doprosić.

Dopytam jeszcze o tor nagraniowy. Czym zwykle rejestrujesz wokal?

Mam kilka mikrofonów do wyboru, miałem też kilka preampów ale od jakiegoś czasu w 95% przypadków kończy się na wyborze Telefunken CU29 i Chandler TG2. Lubię to jak razem brzmią kiedy się dobrze nasyci TG2. Poza tym mam jeszcze Avalona 737sp i wszystkie opcje symulacji Unison do UAD, które są bardzo dobre ale zazwyczaj w testach TG2 wypada najlepiej. Zanim go kupiliśmy testowałem tez sporo innych przeampów dzięki uprzejmości Music Toolz i wybrałem TG2 dla którego jedyną konkurencją był Germanium ale zdecydowałem się na dwukanałowe urządzenie.

A jest takie narzędzie bez którego nie wyobrażasz sobie pracy?

Ja chyba potrzebuje wielu opcji do porównywania, szukania, sprawdzania co w danej sytuacji działa, a co nie. Jeśli jakiś set sprawdził się w jednym utworze to istnieje spora szansa, że nie sprawdzi się w kolejnym – chyba że instrumentarium jest dokładnie takie samo i nagrane tak samo. Dlatego ja nie wyobrażam sobie efektywnej pracy kiedy jestem ograniczony kilkoma urządzeniami/pluginami. W moim przypadku tym czego potrzebuję jest mnogość tych procesorów i czas na sprawdzenie co działa, a co nie. Za każdym razem jest inaczej. Każdy utwór jest inny, niesie inne emocje i żeby to oddać nie można polegać na patentach i sposobach uniwersalnych. Oczywiście da się ale to jest półśrodek.

Jakie miałbyś rady dla ambitnego homerecordingowca – początkującego producenta muzycznego?

Należy słuchać referencji i starać się dystansować do siebie, rozumieć że nasza percepcja i słuch ciągle nas oszukują. Na początek najlepiej robić „covery” miksów/produkcji – w ten sposób można się sporo nauczyć. Jeśli chcesz być inżynierem zaczynasz od prostych zadań z fizyki, matematyki, takich które wszyscy studenci przerabiają. Z biegiem czasu i ze wzrostem liczby rozwiązanych zadań zaczynasz rozumieć i zauważać pewne zależności, wszystko przychodzi łatwiej. Możesz wtedy przejść na kolejny poziom i zacząć analizę od nowa na wyższym levelu. Tutaj jest tak samo – zanim zaczniesz kreować „własny styl”, czy „wyrażać siebie” naucz się tego co potrafią inni, sprawdź na ile jesteś w stanie powtórzyć to co oni zrobili. Zobaczysz w czym jesteś dobry, a z czym masz problem. Pytaj znajomych i nieznajomych, co tak szczerze sądzą o twojej pracy, i szukaj rozwiązań. Nie obrażaj się na negatywne uwagi – jeśli ktoś takiej udzieli oznacza to, że coś można poprawić i czegoś nie jesteś świadomy.

Na twojej stronie www.jaroslawbaran.com można znaleźć listę kilkudziesięciu projektów muzycznych przy których powstawaniu brałeś udział.  Masz produkcje do której masz szczególny sentyment?

Ja chyba się nie przywiązuję, po prostu robię kolejne rzeczy.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Pracuję teraz nad nowymi utworami z Eweliną Lisowską, Cleo, Donatanem i kilkoma debiutantami. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Dziękuje za rozmowę!

Dziękuje.

Piotr Kardas

Homerecordingowiec, instrumentalista. Autor książek „Homerecording Dla Każdego” i „Homerecording Level Up”. Posiada międzynarodowy certyfikat firmy Apple z programu Logic Pro. Jest wykładowcą w Szkole Muzyki Nowoczesnej we Wrocławiu.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *