Wywiad: Marcin Czapiewski

Adaptacja akustyczna to jeden z kluczowych elementów wyposażenia każdego pomieszczenia przeznaczonego do pracy z dźwiękiem. O tym, na co zwrócić uwagę przy adaptowaniu przestrzeni w domowej pracowni muzycznej, przeczytacie w rozmowie z Marcinem Czapiewskim, projektantem i specjalistą w zakresie adaptacji akustycznej studiów nagraniowych, który dodatkowo wykłada na Dolnośląskiej Akademii Realizacji Dźwięku.

Dożyliśmy czasów, w których studio muzyczne możemy mieć w sypialni. Podłączamy monitory odsłuchowe do komputera i zaczynamy przygodę z dźwiękiem. Im dłużej ta przygoda trwa, tym większą rolę odgrywają warunki akustyczne panujące w naszym pomieszczeniu. Czym się kierować przy wyborze pomieszczenia przeznaczonego na domowe studio muzyczne?

Z pewnością spojrzałbym na to pod względem kilku aspektów. Na początek kierowałbym się pewną praktycznością. Jeżeli poważnie myślimy o miejscu pracy i docelowo ma to być nasze stałe miejsce pracy, to na pewno szukałbym pomieszczenia, które przede wszystkim da mi sporo elastyczności w jego konfiguracji i które będę mógł zaadaptować akustycznie. Jeżeli wybiorę pomieszczenie, w którym umieszczę cały sprzęt, ale nie będę mógł wykonać jakiegokolwiek ruchu ani adaptacji nawet w wariancie podstawowym, to mogę źle trafić z akustyką i nie mieć jakiejkolwiek możliwości jej naprawienia. Często tak się zdarza, że stwierdzamy, że jedyne miejsce, w którym możemy się zainstalować, jest tu i koniec. Może się jednak okazać, że to najgorsza konfiguracja pod względem akustycznym. Zatem warto wybrać miejsce, które możemy przystosować priorytetowo do funkcji pracowni muzycznej. Bardzo szybko się to opłaci.

Po drugie warto wybrać takie pomieszczenie, w którym będziemy mogli pracować niezależnie. Najlepiej poszukać miejsca, gdzie nie ma hałaśliwego sąsiedztwa i gdzie jednocześnie my sami nie będziemy komuś przeszkadzać. Oczywiście w miarę naszych możliwości.

Natomiast jeśli chodzi o samą akustykę, to myślę, że najistotniejsze będą proporcje i wielkość pomieszczenia. Poprawne proporcje lub chociaż unikanie złych da nam to, że będziemy mieli łatwiej na starcie. No i oczywiście to, o czym już wspomniałem, czyli możliwość fizycznego zainstalowania elementów adaptacji akustycznej, co nie zawsze jest takie proste.

Jakich proporcji powinniśmy unikać?

Teoretycznie powinniśmy unikać takich proporcji, gdzie wartości wymiarów się na siebie nakładają i/lub są swoimi wielokrotnościami, nawet jeśli nie są to dokładnie całkowite wielokrotności. Dobrze jest też unikać pomieszczeń niekorzystnych w kształcie, np. bardzo długich i jednocześnie wąskich albo o małej powierzchni użytkowej, lecz wysokich. Również niekorzystne mogą być pomieszczenia, które mają okna biegnące po łuku i skupiają dźwięk do środka, co może być problemem, jeśli właściwie o to nie zadbamy. O jakich konkretnie proporcjach mówimy? Można się posługiwać tzw. złotymi proporcjami albo pewnymi obszarami, które są określane jako obszary dobrych proporcji, np. obszarem Bolta czy też obszarami określonymi w wytycznych EBU/ITU. Najważniejsze to jednak zrozumieć, że główną ideą właściwych proporcji pomieszczenia jest uzyskanie jak najbardziej równomiernego rozkładu rezonansów własnych pomieszczenia na osi częstotliwości. Te proporcje, które to zapewniają można w ogólnym rozumieniu uznać za poprawne. Można znaleźć proporcje, które dają równomierny rozkład rezonansów, choć znajdują się poza tymi ogólnie przyjętymi obszarami. Kluczem jest to, żeby unikać sytuacji, w których rezonanse pomieszczenia kumulują się na osi częstotliwości, a w ich sąsiedztwie np. nie występują żadne lub takie, których nie pobudzimy ze względu na lokalizację głośników. To może prowadzić do jeszcze większego zabarwienia dźwięku, do jeszcze większej nierównomierności. Zmniejszenie tego problemu na starcie spowoduje, że łatwiej będzie nam zadbać o dół pasma.

A co z wielkością pomieszczenia?

Paradoksalnie czasem łatwiej jest uzyskać w miarę dobrą akustykę do odsłuchu na 6 m2 niż 15 m2. Z reguły przedział od kilkunastu do dwudziestu paru metrów kwadratowych bywa najtrudniejszy i mam tu na myśli dół pasma. Znacznie większe pomieszczenia z natury mają lepszą akustykę w tym zakresie, a z kolei w bardzo małych te problemy przychodzą wyżej na skali częstotliwości, przez co łatwiej się je tłumi. Gdy mamy pomieszczenie rzędu kilkunastu metrów kwadratowych, to z częstotliwościami w dole pasma, z którymi mamy problem, musimy działać nie tylko szerokopasmowymi materiałami pochłaniającymi, lecz również ustrojami rezonansowymi. A samo pomieszczenie w tym zakresie częstotliwości dość mocno „zafalowuje” charakterystykę, więc to jest wielkość pomieszczenia, która w przypadku amatorskiej adaptacji może być najtrudniejsza, ale oczywiście możliwa.

Czemu w ogóle służy adaptacja akustyczna?

To zależy od przeznaczenia pomieszczenia. Trzeba mieć świadomość, że generalnie to, co robią ściany, podłoga i sufit, to odbijają one dźwięk – w zależności od częstotliwości daje to różne efekty. Czym jest wobec tego odbicie dźwięku? Efekt jest taki, jakby funkcjonowało kolejne źródło dźwięku. Warto sobie uświadomić, że w pomieszczeniu, które jest kompletnie puste i ma odbijające płaszczyzny, zamiast naszych dwóch głośników, na których pracujemy z dźwiękiem, dodatkowo mamy wirtualnie setki innych głośników, a ich dźwięki interferują z naszym głównym osłuchem i go po prostu zakłócają. Są wirtualnie dalej od nas. Pomieszczenia, szczególnie małe, mają bardzo „zafalowaną” charakterystykę w dole, co w praktyce powoduje, że niektóre nuty są bardzo głośne, a niektórych w ogóle nie słychać. Dodatkowo bez adaptacji akustycznej będziemy mieć długi pogłos, który spowoduje, że nie będziemy słyszeć detali, planów. Generalnie adaptacja służy temu, aby w pierwszej kolejności uniknąć takich dużych problemów, a w drugiej – ukształtować konkretne brzmienie. Jeśli mówimy o domowej pracowni muzycznej, w której komponujemy i robimy odsłuch, to chcemy, żeby ten odsłuch był jak najbardziej wiarygodny. Dodatkowo jest to nasze miejsce pracy, więc chcemy się tam dobrze czuć. Nie jest problemem wytłumić wszystko, co się da, ale będziemy się tam czuć jak w komorze pomiarowej. Natomiast w przypadku gdy projektujemy pomieszczenie nagraniowe, to chcemy, żeby ono po prostu dobrze brzmiało. Szczególnie należy zwrócić uwagę na dobre rozproszenie dźwięku i wyrównany pogłos.

Na rynku dostępnych jest bardzo wiele materiałów z etykietą „akustyczne”. Ktoś, kto szuka informacji w Internecie na temat adaptacji, przeczyta, że lekiem na całe zło są poliuretanowe panele akustyczne. Kilka za kolumnami i po bokach, kilka na suficie i jeszcze z tyłu – i będzie dobrze. Takie podejście jest jednak jak chodzenie po omacku. Czym więc kierować się na starcie przy wyborze materiałów i co jest punktem wyjściowym do rozpoczęcia prac?

Ponownie ważne jest tutaj to, że w małym pomieszczeniu największe problemy, najtrudniejsze do rozwiązania, są z małymi częstotliwościami, powiedzmy do około 200 Hz. Korzystając z materiałów, które mają niską skuteczność w tym paśmie, nie rozwiązujemy ich. Istotne jest, aby stosować adekwatne narzędzia. I tutaj osobiście upatruję pewien problem w sposobie użytkowania ogólnodostępnych produktów komercyjnych – nie w tym, czy są one skuteczne czy nieskuteczne, tylko w tym, że często nie są właściwie używane. Gdy ktoś stosuje materiał dobrze pochłaniający w zakresie średnich i dużych częstotliwości do wszystkiego, z przekonaniem, że rozwiąże dzięki temu problemy również z dołem pasma, to nie ma to prawa zadziałać.

Zatem na początku powinniśmy zdiagnozować problemy występujące w pomieszczeniu.

Tak. I z reguły możemy się szykować, że największe problemy będą w dole pasma, choć w wielu przypadkach pewnie wystąpią też kłopoty z odbiciami dla średnicy i góry oraz nadmierny pogłos. Jeśli jest to pomieszczenie prostopadłościenne, to można w dość prosty sposób pewne rzeczy policzyć. Nim zaczniemy cokolwiek robić, trzeba przeanalizować sytuację – i niekoniecznie mówię tu o profesjonalnej analizie. Jeśli ktoś nie ma takiej możliwości, to w pierwszej kolejności powinien posłużyć się metodą prób i błędów. toczyli wracamy do tego, o czym mówiłem przy okazji pierwszego pytania – żeby mieć możliwość konfiguracji, przestawiania zestawów głośnikowych i miejsca odsłuchowego. Jeśli się na początku zafiksujemy na jakimś miejscu i będziemy mieć tam problem akustyczny, to prawdopodobnie zostaniemy z nim do końca. To jak zafunkcjonuje pomieszczenie pod kątem akustycznym, zależy nie tylko od adaptacji, ale też od tego, jak my funkcjonujemy w tym pomieszczeniu -jak my je pobudzimy i w którym miejscu będziemy słuchać. To samo pomieszczenie, tak samo zaadaptowane, będzie brzmiało inaczej, gdy postawimy głośniki na innej ścianie. Zacząłbym od takich testów, żeby ustalić, gdzie mogę się ustawić ze sprzętem, gdzie mi się pracuje najlepiej, gdzie mam wrażenie, że potencjalnie to brzmienie jest najlepsze. Potem szukałbym miejsc, w których mogę rozwiązać konkretne problemy z dołem pasma. Jak je zidentyfikować, jeśli nie mamy sprzętu pomiarowego? Zacząłbym słuchać pojedynczych nut albo tonów czystych i co kilka herców bym stwierdzał, które z tych częstotliwości najbardziej się wybijają, a których nie jestem w stanie usłyszeć (oczywiście wszystko w miejscu odsłuchu). Nasze ucho działa na tej samej zasadzie co mikrofon, więc jeżeli znajdziemy jakąś bardzo głośną częstotliwość, która wyraźnie dudni w pomieszczeniu, jest głośniejsza niż reszta, to dokładnie tym samym sposobem, możemy ją włączyć i zacząć chodzić po pomieszczeniu, szukając miejsca, gdzie ta częstotliwość również jest głośna. I tam możemy zastosować adaptację akustyczną, konkretnie ustroje rezonansowe, co pozwoli nam na minimalizację tego problemu.

Załóżmy, że ktoś już znalazł to miejsce, ustawił monitory, czuje, że to tutaj odsłuch jest najbardziej wiarygodny. I teraz zastanawia się, jak to zweryfikować. Czy możemy w domowych warunkach wykonać pomiar, a jeśli tak, to czego potrzebujemy?

Możemy. Potrzebujemy do tego naszych monitorów odsłuchowych, mikrofonu pomiarowego o charakterystyce dookolnej i interfejsu. Tak naprawdę w przypadku homerecordingu nie potrzebujemy mikrofonu stricte pomiarowego, choć taki możemy dostać dość tanio lub wypożyczyć. Jeśli zastosujemy mikrofon instrumentalny małomembranowy o charakterystyce dookólnej, to on również pokaże nam przydatne informacje. Po prostu dla największych częstotliwości mogą to być dane nieprawdziwe. Natomiast generalnie zmierzymy charakterystykę przenoszenia w zakresie małych i średnich częstotliwości oraz czas pogłosu.

Żeby zmierzyć parametry pomieszczenia, np. charakterystykę przenoszenia czy czas pogłosu, powinniśmy użyć odpowiedniego oprogramowania. Są dostępne darmowe narzędzia, które świetnie się sprawdzają, np. Room EQ Wizard. Uważam, że to bardzo dobry program nie tylko dla amatorów, natomiast jest on jednak nastawiony tylko na pomieszczenia małe, reżysernie, kina domowe. Nie jest to program, który służy do pomiaru np. sali koncertowej. Nie zmierzymy za jego pomocą parametrów przydatnych przy takich pomieszczeniach, ale do małych pomieszczeń jest świetny.

W jaki sposób przeanalizować wyniki pomiaru?

W przypadku pomieszczenia producenckiego czy pracowni muzycznej jednym z istotniejszych parametrów jest charakterystyka przenoszenia systemu. W niezaadaptowanym pomieszczeniu będziemy obserwować silne zniekształcenia charakterystyki, szczególnie dokuczliwe w zakresie dołu pasma i niskiej średnicy. Zauważymy mnóstwo podbić i wycięć. Powinniśmy dobrze przeanalizować to, jak kształtuje się charakterystyka pogłosowa naszego pomieszczenia. To, jakich materiałów oraz ustrojów pochłaniających powinniśmy użyć i ile, zależy od tej charakterystyki. Finalnie ilość pochłaniania konieczna do wprowadzenia do pomieszczenia odzwierciedla tę charakterystykę, podąża za nią. Jeśli mamy bardzo duży czas pogłosu w zakresie dużych częstotliwości, to musimy użyć czegoś, co pochłania w zakresie dużych częstotliwości, a nie małych. Ale jeśli mamy długie wybrzmienie w dole pasma, to powinniśmy użyć ustrojów, które są skuteczne właśnie dla tych częstotliwości. Ludzie często używają cienkich materiałów pochłaniających, np. do 5 cm – i tylko takich. W związku z tym nie są w stanie zadbać o częstotliwości poniżej 400–500 Hz. Dodatkowo bardzo często „przetłumiają” swoje pomieszczenia, co prowadzi do percepcyjnej dysproporcji i jeszcze bardziej słyszalnych problemów w dole. Dlatego warto zobaczyć, jak kształtuje się charakterystyka pogłosowa – to ona nam mówi, czego musimy dać więcej. Najczęściej, w przypadku pomieszczeń wykonanych w technologii murowanej, najdłuższy czas pogłosu będzie dotyczył małych częstotliwości. Dlatego jeśli mamy możliwość skorzystać z pomieszczenia wybudowanego w technologii lekkiej, np. z płyt gipsowo-kartonowych, czy pomieszczenia w domu zbudowanym w technologii drewnianej, to warto to zrobić. Ze względu na lekką konstrukcję pochłaniają one dość sporo w dole pasma i brzmią o wiele lepiej w zakresie basu, więc część pracy i kosztów mamy wówczas za sobą. A na pewno mamy łatwiejszy start. Natomiast w takim przypadku w zakresie małych częstotliwości minusem może być gorsza izolacyjność typowych lekkich ścianek działowych w porównaniu ze ścianami murowanymi.

Czym się kierować w wyborze materiałów? Czy możemy je kupić w markecie budowlanym i sami zbudować pracownię?

W dużej mierze tak, natomiast może to być trudne. Z największymi problemami, np. z dołem pasma, które są niełatwe w analizie, generalnie można sobie amatorsko poradzić w podstawowym zakresie. Można mieć też szczęście i problemy akustyczne zostaną rozwiązane przez stosunkowo prostą adaptację oraz nasze ustawienie w pomieszczeniu. Najczęściej jednak dopiero zaawansowana analiza pokazuje, co i jak poprawić. Zaprojektowanie ustroju rezonansowego dla kogoś, kto nigdy czegoś takiego nie robił, może być po prostu trudne.

Z tego względu posługiwałbym się przede wszystkim wełną mineralną. Jest ona powszechnie dostępna i ma generalnie bardzo dobre właściwości dźwiękochłonne. W mojej ocenie ma najlepszy stosunek użyteczności do ceny. Dzięki odpowiedniej grubości materiału, powiedzmy 10–15 cm, miejscami 20 cm, mamy coś, co daje nam dobry start. Zapewne wełna nie rozwiąże problemów z najniższym dołem, ale po zastosowaniu 10–15 cm jesteśmy w stanie zapewnić sobie dobry odsłuch mniej więcej od 100 Hz.

W domowych warunkach praca najczęściej odbywa się w polu bliskim. Mając małe monitory z głośnikami cztero- i pięciocalowymi oraz siedząc blisko nich, zwiększamy udział dźwięku pochodzącego bezpośrednio z monitorów w stosunku do dźwięku odbitego z pomieszczenia. Dzięki temu zmniejszamy ten problem i wówczas wełną mineralną jesteśmy w stanie objąć prawie całe pasmo pochodzące z małych monitorów.

W zakresie średnich i wysokich tonów symetria będzie kluczowa, podobnie jak ogólna lokalizacja monitorów, stosunek ich położenia względem pomieszczenia. Warto spróbować ustawień na krótszej i dłuższej ścianie. Często lepiej brzmią pomieszczenia bardziej szerokie niż długie – oczywiście w stosunku do stanowiska pracy. Statystycznie w adaptacji bardzo ważna jest tylna ściana, ta za nami. Nie ustawiajmy się tak, że potem nie jesteśmy w stanie jej zaadaptować. Stamtąd mamy najsilniejsze odbicia. Nawet na zasadzie prób i błędów zacząłbym od adaptowania tylnej ściany i sufitu, żeby zobaczyć efekt. Jeśli mamy blisko ściany boczne, to tam też powinniśmy dać ustroje pochłaniające. W przypadku bardzo małych pomieszczeń wzbraniałbym się przed szerokopasmowymi dyfuzorami, które z bliskiej odległości mogą nam bardziej zaszkodzić.

Kolejna rzecz, która może być zgubna dla amatora, to bezwzględne trzymanie się tzw. złotego trójkąta w odsłuchu. W mojej ocenie możemy go modyfikować – nie trzeba trzymać się kurczowo 60 stopni. To kwestia priorytetów. Jeśli rozsunę monitory szerzej lub je zawężę i tym samym odejdę od trójkąta, ale za to będę miał o wiele lepszą charakterystykę w dole, to dopóki ten dźwięk nie dochodzi do mnie pod jakimś nienaturalnym kątem, to finalnie przełoży się to na jakość mojej pracy. Trzymanie się kurczowo trójkąta kosztem jakiejś dziury w dole pasma nie ma sensu. Bez większej straty możemy to naginać w zakresie 5–10 stopni. Podobnie sprawa wygląda z pozycją słuchacza – warto poruszać się do przodu i do tyłu. Czasem 20–30 cm od tej wzorcowej pozycji pozwoli uzyskać lepszy dźwięk.

Generalnie zadbałbym o podstawy, czyli o bardzo dobre ustawienie monitorów, symetryczne, na odpowiedniej wysokości i stabilnym podłożu, nie na jakiejś półce. Podstawa powinna być masywna, bezwładna. Mogą to być bale drewniane, cegłówki, książki, ale cienka półka biurka nie jest dobra dla odsłuchu. Te rzeczy uznałbym za kluczowe.

Gdy rozmawia się o adaptacji, pojawiają się takie pojęcia jak materiały pochłaniające, rozpraszające, dyfuzory, pułapki basowe, panele z wełny mineralnej. Powiedz coś o każdym z nich.

W pomieszczeniu generalnie możemy zrobić trzy rzeczy: pochłonąć, rozproszyć lub odbić dźwięk. W małym pomieszczeniu będziemy mieli dość sporo silnych odbić, więc raczej dodatkowo tworzyć ich nie chcemy, dlatego porozmawiajmy o pochłanianiu i rozpraszaniu dźwięku.

Na przykład gdy mówimy o panelach akustycznych z wełny mineralnej, gąbki lub czegoś podobnego, to mamy na myśli materiały porowate, które z reguły pochłaniają dźwięk szerokopasmowo. To, jak bardzo szerokopasmowo, zależy przede wszystkim od grubości materiału, z jakiego są wykonane, a także od jego rodzaju i gęstości. Grubość jest jednak priorytetem. Możemy przyjąć, że dla dolnego pasma taki typowy panel zaczyna skutecznie pochłaniać dźwięk od 150–500 Hz, w zależności od grubości. Najczęściej tego typu materiały wykorzystujemy do zniwelowania silnych odbić, jeśli jest taka potrzeba, oraz do skracania czasu pogłosu. Jeśli użyjemy ich do skrócenia czasu pogłosu i wytłumienia wczesnych odbić, ale będą skuteczne np. od 500 Hz, to pewnie uzyskamy większą czytelność dźwięku, lepszą stereofonię, lecz wybrzmienia dźwięku poniżej 500 Hz już nie będziemy kontrolować, a to jest wada. Często zdarza się, że popełniamy ten błąd – dbamy o średnicę i górę pasma, a jednocześnie niewiele robimy z dołem. Tymczasem percepcyjnie to jeszcze bardziej uwypukla problemy w zasadzie z fundamentalnymi pasmami. Tak jak wspominałem: w małym pomieszczeniu zadbanie o dół pasma jest bardzo istotne.

Należy stosować ustroje, które są skuteczne w zakresie małych częstotliwości. Możemy się spotkać z czymś takim jak ustroje płytowe, perforowane, szczelinowe. Tworzą one grupę ustrojów rezonansowych. Umożliwiają pochłanianie małych częstotliwości, dla których skuteczność materiałów porowatych, takich jak wełna, koce czy kotary, ze względu na długość fali jest raczej mała. Warto też wiedzieć, że działają na zupełnie inną składową dźwięku. Materiały porowate działają na prędkość akustyczną, tzn. wytracają ją, natomiast ustroje rezonansowe – na ciśnienie akustyczne. Tam, gdzie materiał porowaty będzie skuteczny, ustrój rezonansowy niekoniecznie – i odwrotnie.

Z kolei dyfuzory są elementami rozpraszającymi. Warto sobie uświadomić, czym jest rozpraszanie dźwięku. To jego odbicie, ale w wielu kierunkach. W przypadku dyfuzora jednowymiarowego odbywa się to w jednej płaszczyźnie, dwuwymiarowego – w dwóch płaszczyznach. W przypadku odbicia zwierciadlanego od płaskiej powierzchni fala odbija się w jednym kierunku. Wyobraźmy sobie, że świecimy latarką na lustro i widzimy odbicie w jednym punkcie. Gdyby lustro było dyfuzorem, widzielibyśmy je w kilku miejscach. To służy temu, aby wytworzyć większą liczbę odbić o mniejszym poziomie nasilenia niż jednego silnego. Można użyć dyfuzorów do rozwiązania problemów akustycznych bez utraty tej energii, żeby nie przytłumiać pomieszczeń. Dzięki dodaniu ustrojów rozpraszających możemy pozbyć się problemów, zachowując energię dźwiękową i w subiektywnym odbiorze nieco powiększając pomieszczenie.

Dyfuzory binarne są pewnym połączeniem ustroju pochłaniającego i rozpraszającego. Z reguły mają dużą skuteczność pochłaniania częstotliwości środkowych, a rozpraszają częstotliwości najwyższe.

Mówiąc o adaptacji, często zapominamy o izolacji – w domowych warunkach, w blokach, często przeszkadzamy sąsiadom. W jakim stopniu adaptacją akustyczną możemy wpłynąć na izolację i czy są jakieś konkretne sposoby na to?

O izolację akustyczną musimy zadbać już na początku. W przypadku profesjonalnych pomieszczeń studyjnych izolacja dźwiękowa zaczyna się już od fundamentów. W zasadzie sama adaptacja nie ma żadnego wpływu na izolacyjność lub jest on szczątkowy. Jeśli np. całą ścianę wyłożymy materiałem pochłaniającym, to niestety nie możemy liczyć na to, że będziemy odizolowani akustycznie od pomieszczenia sąsiedniego. Największe częstotliwości pewnie zostaną wytłumione, ale średnie, a szczególnie małe będą przechodzić w zasadzie w niezmieniony sposób. Paradoksalnie może to być bardziej niebezpieczne, ponieważ w pomieszczeniu, ze względu na wytłumienie, poziom dźwięku z naszych monitorów będzie mniejszy i będziemy chcieli zagrać głośniej odsłuchem, a wtedy będzie jeszcze więcej dołu.

Zgadzam się, że ten aspekt jest istotny również w przypadku pracowni domowych. W pierwszej kolejności najlepiej jest to rozwiązać lokalizacją pracowni. Trzeba szukać miejsca, w którym najmniej będziemy przeszkadzać sąsiadom i nam też nikt nie będzie. Dźwięk pobudza całą konstrukcję budynku i sporo potrafi go przejść. Niestety niespecjalnie można zwiększyć izolacyjność, zmieniając np. pół powierzchni ściany. Trzeba zrobić coś z całą ścianą. W praktyce sprowadza się to do tego, że należy wymienić cały materiał budowlany lub dokładać dodatkowe warstwy dźwiękoizolacyjne. Dla homerecordingowca prawdopodobnie nie będzie to możliwe lub opłacalne. Wtedy dobrze przede wszystkim zwrócić uwagę na stolarkę okienną i drzwiową. Wymiana drzwi na takie, które zapewniają dobrą izolację, da sporo. Dobrze jest unikać pomieszczeń, przez które biegnie tranzyt rur czy kanałów wentylacyjnych. W takim wypadku dźwięk będzie się niósł do kilku sąsiednich pomieszczeń lub pięter. Jeśli jednak nie można tego uniknąć, to trzeba takie tranzyty obudować. Chcąc mieć ciszę w pracowni, należy zadbać o to, aby okno na zewnątrz było solidne, o podwyższonej izolacyjności akustycznej. Natomiast uzyskanie pewności, że nikomu nie będziemy przeszkadzać, może być trudne bez bardziej zaawansowanych działań.

Czy jest możliwość skorzystania z usług profesjonalisty, gdy sami bez pomocy nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co się dzieje w naszym pomieszczeniu. Na jaki zakres usług możemy liczyć? Co taka pomoc daje?

Profesjonalista jest w stanie rozwiązać większość, jeśli nie wszystkie problemy z akustyką pomieszczenia. Dodatkowo wychwyci rzeczy, z których istnienia mogliśmy sobie nie zdawać sprawy. A to często otwiera oczy i pokazuje, jak obszerny jest to temat.
Zakres usług profesjonalisty obejmuje pracę nad izolacyjnością akustyczną i akustyką wnętrz. W przypadku ochrony przeciwdźwiękowej będzie to praca nad układem pomieszczeń, konstrukcją ścian i stropów, wibroizolacją, akustyką systemu wentylacji i klimatyzacji oraz dobór i projekt specjalistycznej stolarki drzwiowej i okiennej. W zakresie akustyki wnętrza praca obejmuje dokładną analizę pomieszczenia bazującą na symulacjach komputerowych, zarówno w kwestii rezonansów oraz interferencji w dole pasma, jak i rozkładu odbić i pogłosowości pomieszczenia w szerokim spektrum akustycznym. Na etapie projektu da się przewidzieć, jak pomieszczenie będzie się zachowywało, czyli możemy wykonać wirtualny pomiar prawie tak, jakbyśmy mierzyli w rzeczywistości. Na podstawie tych informacji można przeanalizować źródło problemów, zbadać, jaki będzie wpływ danego rozwiązania na finalnie zaprojektowane pomieszczenie, i zoptymalizować te rozwiązania. Oprócz tego specjalista oferuje usługi pomiarowe i nadzoru. Istotna jest również praca nad technologią ogólną pomieszczeń czy też całego kompleksu pomieszczeń oraz nad ich ergonomią i wzajemnym układem.
Osoba z dużym doświadczeniem wie, że nie zawsze teoria przekłada się na praktykę i odwrotnie. Mając już za sobą wiele zaprojektowanych pomieszczeń, można opierać się na swoim doświadczeniu, a nie tylko teorii.

Zakres usług profesjonalisty obejmuje pracę nad izolacyjnością akustyczną i akustyką wnętrz. W przypadku ochrony przeciwdźwiękowej będzie to praca nad układem pomieszczeń, konstrukcją ścian i stropów, wibroizolacją, akustyką systemu wentylacji i klimatyzacji oraz dobór i projekt specjalistycznej stolarki drzwiowej i okiennej. W zakresie akustyki wnętrza praca obejmuje dokładną analizę pomieszczenia bazującą na symulacjach komputerowych, zarówno w kwestii rezonansów oraz interferencji w dole pasma, jak i rozkładu odbić i pogłosowości pomieszczenia w szerokim spektrum akustycznym. Na etapie projektu da się przewidzieć, jak pomieszczenie będzie się zachowywało, czyli możemy wykonać wirtualny pomiar prawie tak, jakbyśmy mierzyli w rzeczywistości. Na podstawie tych informacji można przeanalizować źródło problemów, zbadać, jaki będzie wpływ danego rozwiązania na finalnie zaprojektowane pomieszczenie, i zoptymalizować te rozwiązania. Oprócz tego specjalista oferuje usługi pomiarowe i nadzoru. Istotna jest również praca nad technologią ogólną pomieszczeń czy też całego kompleksu pomieszczeń oraz nad ich ergonomią i wzajemnym układem.

Osoba z dużym doświadczeniem wie, że nie zawsze teoria przekłada się na praktykę i odwrotnie. Mając już za sobą wiele zaprojektowanych pomieszczeń, można opierać się na swoim doświadczeniu, a nie tylko teorii.

Czy konieczna jest wizyta u klienta?

To zależy. W przypadku pracowni domowych często nie jest wymagana. Oczywiście jest też wiele przypadków, że takie spotkania są konieczne lub chociaż wskazane. Proszę zwrócić uwagę, że wiele razy najpierw projektuje się studia, potem je buduje i na pewnych etapach sprawdza się zgodność, ale generalnie to wszystko jest robione od zera w komputerze. Można więc taki projekt potraktować, jakby pomieszczenie jeszcze nie istniało. Jeśli ktoś ma pomieszczenie w prostej bryle, ze znanych i typowych materiałów, to tego typu pracę można wykonać przez Internet. Z reguły konieczne są wówczas symulacje komputerowe, aby przewidzieć zachowanie się pomieszczenia. Z kolei gdy pomieszczenie ma trudny kształt lub materiały nie są do końca znane, np. nie wiemy, jaka jest pustka za płytami gipsowo-kartonowymi, ile jest tych płyt itp., to w takich przypadkach należy wykonać pomiary. Teraz generalnie jesteśmy w stanie dużo zrobić przez Internet i telefon. Osobną kwestią jest to, że inaczej się rozmawia twarzą w twarz, inaczej ogląda się pomieszczenie na żywo – na pewno tak jest łatwiej. Lepiej, gdy przyjadę i samodzielnie zrobię zdjęcia – wtedy wiem, gdzie są poszczególne elementy, np. gniazdka, włączniki, czego nie ruszać. Natomiast jeśli klient jest w stanie przekazać nam tego typu informacje samodzielnie, to praca przez Internet jest możliwa. Zdarzało mi się nie poznać klienta osobiście ani nie być w miejscu, które projektowałem, ale to są raczej przypadki pomieszczeń domowych.

Często ludzie mają swoje preferencje brzmieniowe i dzięki akustyce można to brzmienie osiągać. Finalnie to subiektywne ucho klienta ma być zadowolone. Na ile specjalista może w tym pomóc?

Specjalista może pomóc na tyle, na ile fizyka pozwoli. Nie należy liczyć na to, że małe pomieszczenie zabrzmi jak duże z żywą akustyką. Trzeba mieć świadomość tego, co możemy wyciągnąć z pomieszczenia. Ale to też jest rola specjalisty, aby uświadamiać, co możemy uzyskać w danym wnętrzu, a czego nie. Jeżeli kontakt z klientem jest dobry i klient jest świadomy własnych preferencji brzmieniowych, to jesteśmy w stanie porozmawiać o tym choćby przez telefon. Ale jeśli ktoś czegoś nie wie, to trzeba tego wspólnie szukać; posługiwać się jakimiś przykładowymi nagraniami, pójść do jakichś pomieszczeń, posłuchać i zapytać: „Wolisz tak czy tak?”. Jeśli robimy pracownię lub reżysernię, to trzeba też zdać sobie sprawę, że takie pomieszczenie jest przede wszystkim narzędziem, czymś, co umożliwia nam wykonanie pracy w sposób w pełni przez nas kontrolowany. Ja właśnie tak postrzegam reżysernię – jako bardzo specjalistyczne narzędzie pracy. Niestety to nie zawsze jest powiązane z idealnym brzmieniem.

W reżyserni znajduje się masa sprzętu. Bardzo często jest to pomieszczenie zastane, przystosowywane do tej funkcji. W takich warunkach uzyskanie idealnych parametrów jest bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe bez pomocy dodatkowych środków, takich jak procesor DSP, czy wspomagania się subwooferami. Uważam, że w wielu przypadkach występują kompromisy, a z biznesowego punktu wręcz należy ich szukać. Jeżeli nie mam w pełni równomiernej charakterystyki, a rozwiązanie mogłoby być bardzo drogie, ale jednocześnie jest to coś, do czego jestem w stanie się zaadaptować, i mogę świadomie pracować, to uważam, że należy się nad tym pochylić. W szukaniu idealnego brzmienia, idealnej charakterystyki bardzo łatwo można się zapętlić. To trochę tak jak ze sprzętem – chcemy jeszcze więcej jeszcze lepszych urządzeń, a nie skupiamy się na miksie i muzyce. Należy patrzeć przez pryzmat celów, do czego ma nam służyć pomieszczenie. Przykładowo we wnętrzu do nagrań wokali nie ma sensu specjalnie dbać o najniższy dół pasma.

Trzeba mieć świadomość, że w małych domowych pomieszczeniach będziemy mieli spore ograniczenia. Adaptacja jest jednym z narzędzi, ale nie zawsze jest lekiem na wszystkie problemy.

Czy istnieją jakieś widełki cenowe usług? Czy wycena jest zawsze indywidualna? W jakiej cenie jesteśmy w stanie się zamknąć z adaptacją? Jaki budżet przewidzieć na poprawienie elementarnych problemów z odsłuchem?

Przedział jest szeroki, bardzo zależny od rodzaju stosowanych ustrojów, jakości materiałów i wykończenia oraz tego, czy pracę wykonujemy samodzielnie, czy przez zewnętrznego wykonawcę.

Ale rozpatrując np. standardowy pokój o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych i typowej wysokości mieszkania w bloku, najtaniej jest wyposażyć się w panele z wełny mineralnej o grubości powiedzmy 10-15 cm i odpowiednio je rozlokować. To jest absolutne minimum, jakie powinniśmy zrobić, a koszt przy samodzielnym wykonaniu będzie oscylował w granicach 2–3 tys. zł. Dodatkowe ustroje rezonansowe czy rozpraszające wyraźnie podniosą nam koszt, bo to już bardziej skomplikowana konstrukcja. Mogą być dwu-, a nawet trzykrotnie droższe.

W pracowni o powierzchni dwudziestu paru metrów kwadratowych i wysokości około 3 m wykonanie dobrej adaptacji to koszt od około 20 tys. zł w górę. Jeśli mamy takie pomieszczenie, ale kwota ta jest dla nas zbyt wysoka, to dysponując np. połową tych środków, możemy stworzyć sensowne miejsce, lecz przy samodzielnym wykonaniu. Pewnych oszczędności można szukać, zmniejszając nieco liczbę ustrojów rezonansowych i stosując dyfuzory z poliestru ekstrudowanego.

Ceny pracy specjalisty są ustalane indywidualnie, w zależności od tego, co podlega projektowaniu. Dla profesjonalnego pomieszczenia studyjnego budowanego z myślą o komercyjnym funkcjonowaniu koszt projektu adaptacji wyniesie około 10–12 tys. zł. Dodatkowe koszty to nadzór i pomiary. Projekt topowej reżyserni – fundamentów, ochrony przeciwdźwiękowej, systemu wentylacji, bryły, specjalistycznej stolarki oraz adaptacji – to koszt od około 20 tys. zł w górę.

Oczywiście jest możliwe wykonanie usługi przy mniejszym budżecie, np. 10–15 tys. zł, z projektem i materiałami, ale już z samodzielnym wykonaniem. Lecz mówię tutaj o pracowni domowej, dla której zakres usług projektowych jest jednak ograniczony.

Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję serdecznie.

 

 

Rozmawiał Piotr Kardas.

*zdjęcie wyróżniające: Live Room studia Tall Pine Records
*zdjęcie 1: Pracownia Macieja Szczycińskiego
*zdjęcie 2: Pracownia Marcina Szwajcera wraz z jego autorskimi odsłuchami Gamma
*zdjęcie 3: Pracownia Mateusza Sołtysika
Piotr Kardas

Homerecordingowiec, instrumentalista. Autor książek „Homerecording Dla Każdego” i „Homerecording Level Up”. Posiada międzynarodowy certyfikat firmy Apple z programu Logic Pro. Jest wykładowcą w Szkole Muzyki Nowoczesnej we Wrocławiu.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *