Wywiad: Bogdan Kondracki | Homerecording Dla Każdego

Wywiad: Bogdan Kondracki

Wśród producentów muzycznych w Polsce kilka nazwisk jest gwarantem najwyższej jakości. Zalicza się do nich Bogdan Kondracki, dwukrotny laureat Fryderyka, który produkował płyty m.in. Dawida Podsiadły, Moniki Brodki, Ani Dąbrowskiej, Noviki czy Tomasza Makowieckiego. O różnicach w pracy w studiu i w domu, ulubionych narzędziach, radach dla każdego homerecordingowca czy wreszcie o jego portalu 2track.pro i wytwórni płytowej 2trackrecords przeczytacie w wywiadzie przeprowadzonym przez Piotra Kardasa.

Przychodzi początkujący homerecordingowiec do Bogdana Kondrackiego i pyta: „Jak zostać producentem muzycznym?”. Co odpowiadasz?

Powiedziałbym, że to długa droga, ale jeżeli kocha muzykę, będzie cierpliwy w zgłębianiu technik nagraniowych i ma dobry kontakt z ludźmi, to wcześniej czy później mu się uda.

W jego głowie rodzi się jeszcze pytanie o to, czego ma się spodziewać. W końcu proces produkcji muzycznej jest długi i złożony. Podczas niego producent pełni kilka funkcji. Powiedz, jak to zwykle wygląda od początku zlecenia na płytę.

Najpierw zadaję sobie pytanie, czy na podstawie demo lub dotychczasowej twórczości odnajduję się w tej stylistyce, czy jest coś, co mógłbym wnieść, czy dobrze się z tym czuję. Zdarzyło mi się raz podjąć współpracę, a po rozpoczęciu wszystko we mnie krzyczało: nie rób tego – i się wycofałem. Było to bolesne i dla mnie, i dla artysty, więc teraz jak wchodzę do studia, to jestem przygotowany mentalnie i pewny. Najważniejszy jest etap pod tytułem „piosenki”. Coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że ludzi o wiele mniej interesuje brzmienie werbla czy rodzaj zastosowanego pogłosu – dużo ważniejsza jest kompozycja, piosenka. To wyraźnie widać, kiedy weźmie się na warsztat jakiś cover, jakiś wielki utwór z historii muzyki pop – on będzie fajnie brzmiał w każdej aranżacji. Oczywiście praca producenta to więcej – to wybór kierunku dla artysty, dobór instrumentów w taki sposób, żeby głos wokalisty robił wrażenie, stworzenie odpowiedniej atmosfery. Kiedy są piosenki i pomysł na kierunek brzmienia, to mamy już 80%. Reszta idzie dosyć szybko.

Na etapie piosenki umawiasz się z artystą lub całym zespołem przed sesją nagraniową czy szlifujecie kompozycje już w studiu?

Z tym bywa różnie. Czasami jest komplet utworów, czasami połowa, a ostatnio zdarzyło mi się przystąpić do pracy bez żadnej piosenki. Wszystko powstało w studiu.

Na ile artyści pozwalają ingerować w swoje kompozycje? Zdarza się wam ścierać ze sobą?

Ostatnio mi się to nie zdarzało, dlatego że nic nie odbywa się za plecami artystów – w studiu jest artysta, są muzycy. Obserwuję reakcje wszystkich obecnych w procesie tworzenia, czy są podekscytowani. Ostatnimi czasy lubię pracować w grupie zdolnych osób, staram się wykorzystywać ich zdolności, potencjał. Zauważyłem, że w takich okolicznościach ten potencjał się sumuje. W grupie szanujących się ludzi tworzy się energia o wiele większa niż ta, którą można wytworzyć samemu.

Czy z założenia producent powinien być muzykiem? Wydaje się, że to korzystnie wpływa na „język komunikacji” w trakcie nagrań.

Czy powinien – nie wiem. Mogę jedynie powiedzieć, że mnie bycie muzykiem zdecydowanie ułatwia pracę i – jak mówisz – komunikację.

Jakie znaczenie dla całego procesu powstawania płyty ma dobrze przygotowane demo? Zdarzyły Ci się sytuacje, w których ścieżki z demo lądowały finalnie na krążku?

Nigdy nie wziąłem demo na płytę, ale zdarzało mi się kilkakrotnie tzw. gonienie dema. Czyli na demo pojawiła się jakaś magia, która była trudna do odtworzenia w studiu.

Sesje nagraniowe realizujesz w topowych studiach w Polsce, lecz zarejestrowany materiał zabierasz do domowego studia, gdzie go dopracowujesz. Jak wygląda Twoje domowe studio?

To przeznaczony na studio zwykły pokój w mieszkaniu, ale jest w nim dobry klimat. Mam dobre warunki odsłuchowe i moje ulubione monitory ATC, więc z przyjemnością w nim miksuję nagrany w studiu materiał. Myślę, że wyliczanie gratów, które mam, mogłoby być nudne, tym bardziej że coraz częściej miksuję w komputerze na pluginach, sporadycznie wychodząc na zewnątrz, głównie w celu przepuszczenia przez pogłos, delay, kaoss pad lub TC Helicon w racku. Mam wszystkie wtyczki UAD, które są genialne i załatwiają większość moich problemów. Lubię też bardzo PSP Audioware i moje niedawne odkrycie, czyli wtyczki SoundToys – superkreatywne narzędzia. Podoba mi się, że nie ma w nich subtelności, są bardzo konkretne i od razu słychać efekty. Kiedy potrzebuję niuansów, używam UAD-a.

Jak bardzo technologia zmieniła przez ostatnie kilkanaście lat twoją metodykę pracy jako producenta muzycznego?

Technologia uprościła dużo rzeczy. Nie zauważamy tego, bo jest to nasza codzienność. Mamy wrażenie, że internet był od zawsze, ale ta rewolucja dokonała się stosunkowo niedawno. Ja swoją pierwszą płytę z zespołem Kobong nagrywałem na taśmę 24-śladową i była to wtedy najnowocześniejsza technologia. Teraz też się to robi, ale bardzo rzadko, na zasadzie powrotu do korzeni. Dzisiaj nawet najwięksi mistrzowie miksują in the box, często na laptopie. W mojej pracy te wszystkie zmiany również są widoczne, używam bardzo dużo wtyczek i instrumentów wirtualnych. Chcę jednak powiedzieć, że w domu nie udaje mi się osiągnąć pewnego rodzaju skupienia, które tworzy się, gdy kilka osób wyjeżdża do prawdziwego studia. Moim zdaniem trudno jest też osiągnąć brzmienie, szczególnie perkusji, bez dobrego pomieszczenia, dobrego perkusisty i dobrych mikrofonów.

A jak osiągnąć dobre brzmienie wokalu? Domowa atmosfera wpływa korzystnie na efekty pracy z wokalistą?

Najlepiej mieć dobre brzmienie z „paszczy” – to podstawa, tutaj nie ma wielkich tajemnic. Dobry mikrofon, dobry preamp i dobra „paszcza” powinny wystarczyć. Jeżeli chcemy, żeby wokal dobrze zabrzmiał, musimy też pamiętać o umiejscowieniu go w miksie, o podporządkowaniu całego miksu wokalowi – nic nie powinno mu przeszkadzać, odwracać jego uwagi. A dobra atmosfera pomaga w osiągnięciu efektów. Wokalistę należy pozytywnie motywować, pozwalać mu na sprawdzanie różnych koncepcji. Trzeba mieć dla niego czas, być czujnym i szybko reagować, kiedy pojawia się coś interesującego. Pamiętajmy, że wokal jest najważniejszym elementem całej układanki.

Poza tym, że produkujesz albumy, jesteś twórcą portalu 2track.pro – przestrzeni stworzonej dla producentów muzycznych i muzyków. Jak zrodził się pomysł na jego powstanie?

2track po prostu mi się przyśnił, w zbliżonej formie do tej istniejącej już teraz w internecie, i postanowiłem zrealizować ten sen. Dziękuję Bogu, że mogłem sobie na to pozwolić. Proces dochodzenia od idei do realizacji trwał niestety dwa lata. Nic nie wiedziałem o programowaniu, musiałem wdrożyć się w zupełnie mi obcą dziedzinę. Na szczęście spotkałem na swojej drodze Michała Gołębiowskiego, bardzo zdolnego oraz ambitnego grafika i programistę, który pomógł mi zebrać do kupy całą koncepcję. Potem firma Heartgrenade uruchomiła 2tracka, a na końcu pojawił się Sebastian Badura, wspaniały programista, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Pół roku temu cała idea dostała dodatkowego kopa, bo dołączył do mnie jako wspólnik Sławomir Mroczek, mój przyjaciel i właściciel studia Custom 34. Teraz 2track ma prawie 8000 użytkowników, muzyków z całego świata, chociaż oczywiście najpopularniejszy jest – na razie – w Polsce. Teraz przygotowujemy z Michałem zupełnie nową grafikę, która jest po prostu czadowa.

Do tej pory na portalu mogliśmy uczestniczyć w wielu konkursach, w których należało stworzyć remiksy lub zaśpiewać utwory znanych artystów, m.in. KARI, Krzysztofa Zalewskiego, Smolika & Keva Foxa, Pauliny Przybysz czy zespołu Hey. Czego możemy się spodziewać w nadchodzącym roku na 2track.pro?

Przede wszystkim zupełnie innej odsłony graficznej, wielu ulepszeń serwisu. Na pewno będą konkursy z udziałem świetnych artystów z Polski, trwają też rozmowy z artystą spoza naszego kraju, ale nie chcę zapeszać.

Masz jakiś plan na ekspansję za granicę?

Mam, ale chcę zaczekać z tym na nową szatę graficzną. Jak mówiłem, nie chcę zapeszać, więc nic nie zdradzę.

Wśród uczestników konkursów na 2track.pro znajduje się szereg homerecordingowców – ludzi zajmujących się muzyką profesjonalnie lub amatorsko, lecz w domowych warunkach. Częściowo odpowiedziałeś wcześniej, jednak chciałbym Cię dopytać: jakie są z twojej perspektywy największe zalety i wady pracy w domowym zaciszu?

Jest wiele zalet pracy w domu. Najważniejszą z nich jest to, że nie musimy płacić i mamy nieograniczony czas na dopracowywanie materiału. Nie odczuwamy presji czasu, jeżeli mamy w domu w miarę dobry komputer, przyzwoity mikrofon, sensowne odsłuchy. Z drugiej strony sesja w dużym studiu nagrań to magia. Moje ostatnie sesje w Custom 34 wyglądają tak, że mam omikrofonowane i gotowe do użycia wszystko, co może przydać się do nagrań: fortepian Steinway, piano Rhodesa, Wurlitzer, kilka wzmacniaczy gitarowych, basowych, perkusję, stanowisko do przeszkadzajek i ewentualnych chórków. Na poprzedniej sesji był też prawdziwy Hammond. Życzę każdemu muzykowi, żeby choć raz w życiu przeżył taką sesję, oczywiście pod warunkiem, że odbywa się wśród szanujących się fajnych ludzi, bo wiadomo – to jest najważniejsze.

Czy są jakieś narzędzia, które szczególnie polecasz wszystkim homerecordingowcom zajmującym się produkcją muzyki?

Jest dużo dobrych narzędzi. Są one ogólnodostępne i obawiam się, że nie odkryję tutaj Ameryki, ale mogę mieć kilka rad dla homerecordingowców, bez względu na narzędzia. Po pierwsze słuchajcie dużo ulubionej muzyki na swoich monitorach, na których pracujecie, porównujcie z nią swoje miksy. Po drugie – odwagi. Muzyka jest dziedziną sztuki, więc wymaga takiego właśnie podejścia. To, że nie macie dużego doświadczenia, może być waszą siłą, bo nie macie nawyków. Niestandardowe podejście może mieć olbrzymią artystyczną wartość. Po trzecie starajcie się podczas komponowania od razu robić formę utworu, część B, część C. Zapętlenie się na czterech taktach powoduje, że szybko tracimy dystans, brakuje kontekstu.

Nad jakim projektem obecnie pracujesz?

Pracuję nad debiutancką płytą młodej artystki, która będzie wydana w nowo założonej przeze mnie i Sławka Mroczka wytwórni 2trackrecords. Nie chcę zdradzać na razie, kto to jest, żeby nie popsuć zabawy, ale zapowiada się spektakularnie. Poza tym dopieszczamy nową grafikę portalu 2track – powinna pojawić się zaraz po Nowym Roku, będzie czad.

Na fan page’u 2trackrecords czytam, że to „wytwórnia płytowa stworzona po to, aby pomóc artystom osiągnąć muzyczne cele”. Jakich artystów widzisz w waszej wytwórni? Gdzie może być jej miejsce na polskim rynku muzycznym?

Nie chcę bagatelizować takich aspektów jak promocja i marketing. To są ważne rzeczy, ale my przede wszystkim – z racji tego, że ja jestem producentem, a Sławek ma wspaniałe studio w Gdańsku – chcemy stawiać na jakość materiału muzycznego, czyli możliwie najlepsze kompozycje, topowy miks i mastering. Brzmi może banalnie, ale mam wrażenie, że firmy fonograficzne nie zawsze są w stanie tego dopilnować.

Czego życzy sobie Bogdan Kondracki w nadchodzącym roku?

W nowym roku życzę sobie i moim najbliższym zdrowia. O resztę nie trzeba się za bardzo martwić. Wychodzę z założenia, że co Bóg da, to będzie – nie da się wszystkiego przewidzieć i kontrolować.

Zatem tego Ci szczerze życzę.

Dziękuję bardzo!

Rozmawiał Piotr Kardas.

zdjęcia udostępnił Bogdan Kondracki
Piotr Kardas

Homerecordingowiec, instrumentalista. Autor książek „Homerecording Dla Każdego”, „Homerecording Level Up” i "Homerecording Hasła". Posiada międzynarodowy certyfikat firmy Apple z programu Logic Pro. W latach 2017-2018 wykładowca w Szkole Muzyki Nowoczesnej we Wrocławiu.

Komentarze są wyłączone